mamo ratuuuj!

Cierpliwie, człowieku…

Czy Ty…

OSZALAŁEŚ ?!?

nie robię, chyba aż tak głupiej miny do tej gry ?!

po prostu staram się ogarnąć…

[tutaj nerwowo poprawił metaforycznie pojętą pętlę na szyi]

…sytuację .

no wiersz napisałem….

Dla takich jak Ty, układałbym całe modlitwy.
Na bieżąco, u drewnianego progu konfesjonału. Bóg by nie skłamał, ja bym nie skłamał…
Nie wiem tylko co na to Pasterz…

Bez żenady, hymn bym Ci napisał.

Mówił Ci, co wewnętrzna moja kobieta poczuła.

Porwał bym się na wiatr.

Wody oceany, wszelkie rozdzielił.
Rozstąpił
i
głębię tych idiotów dyskredytował.

Z serca bym mówił.

Gór natchnienie.
Gór natchnienia!
O mgłą górska forteca by nie zawadziła…

….nawet…

…i kwiat Słowian by płonął…

Ogień Boga…

(on) wśród słów zatonął.

A ma dialog(!) do wykrzyczenia Tobie
jak diabli !

Dałby Bóg…
Oj bodajby dał kiedyś DUCH, dotknąć, dotknąć i… nazwać po ludzku… te kilka do Ciebie słów.

CDN.

nic ważniejszego.

Kolejny raz wpisałem w przeglądarkę wp.pl, kolejny raz Tusk, marsz równości, naziści, nienawiść, PiS, polityka – i te wszystkie po*eba*e, ważne sprawy… W Białymstoku jest lato takie samo jak tutaj. W tym momencie słońce świeci na liście drzewa lipy, widok oddycha żywo i wyraziście, tak jak tutaj wszystko owiewa wiatr. Zwyczajne drzewo śródmiejskie otoczone kawałkiem betonu. I tak nie wiele potrzebuję, by odnieść ten krzyk o białostockiej rozróbie do siebie, tutaj teraz w Bogatyni. I choćby pisali o tym na jeszcze jednej wirtualnej polsce, w tvp podali rzeczywiście fałszowaną prawdę, a całe wydarzenie przeszłoby bez echa – to czuję się jakbym sam był ofiarą medialnej nagonki.

Emil.

„Kiedy chciałem dać im serce na dłoni, pierwsze co zrobili mi pionę.”

Wiecie… Muszę to napisać. Po pierwsze żeby cokolwiek napisać. Po drugie… Poczułem w sobie dobro.

Siedziałem na stołówce. Patrzyliśmy na skoki. Kubacki drugi. Akurat w słuchawkach leciało Oasis. Klepnął mnie po ramieniu koleżka, którego spotkałem tutaj (w Sieniawce) równo rok temu. Jak się okazało – nazywa się Emil.

Trzymał w ręce karteczkę, na niej kilka numerów. Zapytał, czy dam mu zadzwonić. Oczywiście. Pierwszy numer nie odbierał. Drugi należał do jego brata. Po drugiej minucie rozmowy pyta się z jakiej sieci mam bo brat chciał oddzwonić, żeby mnie na koszty nie naciągać. Mówię mu: nie żałuj sobie, mam w ch** minut.

Później mówi mi, że jak dostanie zasiłek, to mi kupi czekoladę. Ja na to, że nie trzeba bo jak mam i mogę pomóc za darmo to zawsze pomogę.

I wiecie co było kilka minut później? Akurat wszedł na palarnię i dałem mu pojarkę. Siedziałem po turecku i nieco popiołu mi posypało się na spodnie. Strzepnąłem niedbale. A on? On mi ubliżył! Wiecie czemu? Bo wyciągnął rękę. Schylił się po prostu – i tą swoją ręką wytarł mi kolano (poprawił).

Nosz kurwa…

Ale wiecie o co mi chodzi?

1978 rok, Watykan. Papież Polak siedzi i podchodzą do niego kolejno kardynałowie. Przyszła kolej na Prymasa Wyszyńskiego… Karol Wojtyła wstał gdy ten całował mu pierścień…

No bez jaj Emil ;))

zaburzenia.

Taki raper (chyba – jak ja – również użytownik forum hyperreal) Zaburzenia w roku 2015 nagrał płytę Igły, a na niej piosenkę również o tytule Igły. I w tym utworze jest mowa mniej więcej o tym, że przy bezsennej nocy dopadają nas często gorzkie uczucia, tudzież myśli pełne bólu – które w ciało wbijają się nam niczym kolce, jeden po drugim… I dodaje, że ten ból jednak pozwala poczuć więcej, czasem cokolwiek poczuć… Wyjść z zamrożenia, obudzić się z letargu… Poczuć się jak człowiek – istota czująca. I tak… przyznaję, że ten stan obcości dla samego/ej siebie powodują narkotyki…

I takim dziwnym sposobem (bo nie musiałem robić nic…), ktoś tam obudził we mnie coś czego dawno nie czułem – i nie wiem jak dawno, ale poczułem osobliwe zaskoczenie pojawieniem się – uczucia tęsknoty.

Kurwa, zakochałem się czy co?

Myślałem, że już wyrugowałem z siebie tę skłonność.

barny & sleipnir – mein bester kamerad

nie zawsze bywa tak jak tego chcesz
życie zawsze gra we własną grę.
ale miałem towarzysza (kamrata),
który stał lojalnie u mego boku.
dlaczego umarł? – nie wiem tego…
czemu ode mnie odszedł?
o to nie mnie pytaj.
mi na twarzy pozostały jedynie łzy…

to ostatni salut nad Twoim grobem.
ode mnie…
…Twojego przyjaciela i kamrata.
pozostaje o Tobie tylko wspomnienie i jedynie pamięć…
przy Twoim grobie salut ostatni…
…ode mnie, Twojego kamrata i przyjaciela…
a zobaczę Cię już tylko wtedy gdy popatrzę wstecz….

i nie ważne czy było dostatnio czy skromnie,
byłeś zawsze lojalny,
nierozłącznie kroczyliśmy przez sztormy jak i burze
(i) żadna droga nie była Tobie zbyt długą.
no i miałem pecha…
czy przyniosłeś mi tym szczęście?
poszedłeś wraz ze mną do piekła i z powrotem…?
miałem Cię za część samego siebie.

to ostatni salut nad Twoim grobem.
ode mnie…
…Twojego przyjaciela i kamrata.
pozostaje o Tobie tylko wspomnienie i jedynie pamięć…
przy Twoim grobie salut ostatni…
…ode mnie, Twojego kamrata i przyjaciela…
a zobaczę Cię już tylko wtedy gdy popatrzę wstecz…

czas leczy z ran…
i zapomnę o tym uczuciu bólu.
lecz – nigdy z serca mojego nie znikniesz,
będę Cię miał w sercu, nigdy nie znikniesz.
bo to Ty byłeś mi najlepszym z kompanów,
a to – jeszcze nieraz zaboli nad Twoim grobem.
dotąd, dopóki ponownie nie zobaczymy się
i nie pójdziemy (razem) w następną drogę.

to ostatni salut nad Twoim grobem.
ode mnie…
…Twojego przyjaciela i kamrata.
pozostaje o Tobie tylko wspomnienie i jedynie pamięć…
przy Twoim grobie salut ostatni…
…ode mnie, Twojego kamrata i przyjaciela…
a zobaczę Cię już tylko wtedy gdy popatrzę wstecz…

i tak nikt tego nie czyta…

Wróciłem do Faulknera. Absalomie, Absalomie… Nie doczytałem tej powieści trzy lata temu, toteż z zamysłem finalizacji, takiej przysłowiowej – od deski do deski, usiadłem na balkonie. Spaliłem w tym czasie chyba ze trzy papierosy. [odkąd rozpocząłem lekturę…]
I czytam. I czasem zerknę na otoczenie. I nagle poczułem w lędźwiach jak zainstalował się klonazepam. O Boże Ojcze…
Musiałem o tym napisać.
Poczułem się świetnie.

to taka notatka w stylu:  „znak życia.”

kilka chwil w skrócie…

Godzina 17:01 Siedzę na wersali w dużym pokoju, gdzieś tam z oddali (zza okna?) słychać już „stosowny” raban. No tak.. – myślę – przecież jest mecz! Podnoszę się i chwytam na sekundę pilot od telewizora. Tak. Nawiązałem z panem łączność, panie Szaranowicz, słychać pana dobrze i wyraźnie. Tak, pan Szaranowicz również potwierdza odbiór i nadal mówi swoje. Na wyświetlaczu przeskakują zawodnicy Senegalu, widać ich połowę boiska oraz nazwiska.

Podnoszę wzrok z telefonu na telewizor. Wróciła mi świadomość. Okazuje się, że jest mniej więcej trzecia minuta meczu.

Później pamiętam minutę dwunastą. Do pokoju przychodzi mój wujek i jest nas wtedy już dwóch na widowni. Następnie przypominam sobie okolice dwudziestej pierwszej oraz dwudziestej siódmej minuty. Później jakoś tak to mniej więcej leciało…

Ale w pewnym momencie…

…pomimo tego, że mam słuchawki – głośny hałas z zewnątrz nie pozwala mi na dalszą obojętność wobec transmisji. Patrzę na telewizor… Zaklinam do siebie pod nosem… Palcami cisnę w stronę edytora smsów, kolega mówił, aby mu zdawać relację. No to piszę, że przegrywamy 0:1, że Senegal nam wbił gola. I wysyłam. I raport, że dostarczono. Zerkam na telewizor – czarnoskórzy ludzie w zielonych trykotach wskakują na jednego z kolegów. Czy coś takiego. Nie słyszę, co mówi pan Szaranowicz. Ale jestem smutny. A niech to.

Wtem… Wyskakuje powiadomienie z aplikacji FIFA… Tak, wiem panie Blatter– że jakiś Senegalczyk strzelił nam gola… No ale rozwijam ten pasek i patrzę… a tam, że Thiago Cionek zaliczył bramkę samobójczą…

Kolejnego smsa do kolegi rozpoczynam, pisać dużymi literami LOL, a następnie wyjaśniam mu pomyłkę, z której jasno wynika, że jestem uzależniony od smartfona…

*pan Blatter – to taki skrót myślowy… miałem tam, na myśli pracowników FIFA w ogóle.

bezdech.

Nie goń. Nie goń Marek. Powoli. Pamiętaj, cholera o tym! Bo wiesz… czuję, że wraz z upływem czasu, jest mi coraz trudniej radzić sobie z samym sobą. I czuję się głupi.

i kurwa mać znowu mnie zatyka, jak próbuję o tym dalej pisać.

Ale może jest to pewna podpowiedź od… universum, kosmosu ?
Rozwiązałem przeto zagadkę kompleksu wstydu… Trzeba po prostu o tym pisać!

ale o tym – to później.